Tak sobie myśle ostatnio, czy by nie rzucić wszytkiego w pizdu. Zostawić to, na co się nastawiałam przez ostatnie 8 lat, co było moim marzeniem od liceum, do czego z takim poświęceniem dąże od zeszłego roku i... nie zacząc tylko tańczyć baletu... to takie spokojne zajęcie... byłam na razie 3 razy na zajęciach, ale zawsze ejstem taka podekscytowana. Wszystko sprawia mi duże problemy, rozciąganie, point i skoki, ale ta instruktorka ma w sobie tyle gracji... jest taką prawdziwą baletnicą... zastanawiam się, czy by nie rzucić rysunku, komiksów, grafiki i mody i nie zostać na kochanym balecie. Miałabym wreszcie spokój